czwartek, 18 lipca 2013

golonka jagnieca w herbacie i przyprawach

Będąc ostatnio na zakupach w mięsnym zaintrygował mnie opis sztuki mięsa "souris d'agneau". Myślę sobie hmmm jagnięce...ale co? myszy? Skąd tu te myszy? Wiem, że Francuzi jedzą żaby, ślimaki, kogucie jądra...ale myszy! Wszyscy w całej Europie borykają się z kryzysem, ale żeby aż tak... Przyglądam się temu i stwierdzam, że podobne do golonek. Z ciekawości kupuję trzy sztuki. Wracam do domu, otwieram słownik i co widzę "souris d'agneau" -  "golonka jagnięca" ...ufff! jadalne!
W moim ulubionym magazynie kulinarnym znalazłam sobie przepis, który przypadł mi do gustu (Saveurs numer 175) troszkę dostosowałam do aktualnego stanu zapasu w kuchni i do dzieła:


Składniki na 3 osoby:
3 szt golonka jagnięcego
2 saszetki mocnej herbaty czarnej (ja użyłam Lipton żółtej) 
mieszanka przypraw: 1 łyżka cynamonu + 1 łyżka białego pieprzu + 1 łyżka imbiru + 1 łyżka goździków (ok 4-5 goździków)
3 łyżki miodu
60 g rodzynek jasnych
sól, pieprz



Przygotowanie:
Parzymy 400 ml herbaty. Golonka rozkrajany wzdłuż do kości i obficie nacieramy mieszanką przypraw. Następnie zamykamy i obwiązujemy nicią. Nacieramy również zewnętrzną stroną mięsa (ja ominęłam tę część, bo bałam się, że będzie tych aromatów zbyt dużo dla 2-letniego biesiadnika). Najlepiej było by pozostawić je teraz w lodówce na 2 godziny żeby mięso przeszło zapachem przypraw. 



Podsmażamy mięso na oliwie żeby nabrało złotego koloru. W momencie gdy są już dobrze przyrumienione oblewamy mięso miodem. Mieszamy i karmelizujemy skórkę golonek pilnując żeby miód się nie przypalił. Zalewamy wszystko herbatą. Przykrywamy i gotujemy przez ok 1 godzinę 1:15. Ja użyłam szybkowaru i nastawiłam przykrywę na 40 minut żeby skrócić czas przygotowania. Jeżeli dysponujecie szybkowarem polecam. 






15 minut przed końcem gotowania do sosu dosypujemy rodzynki.
Po upływie czasu pieczenia , gdy mięso jest już miękkie i odchodzi od kości, wyciągamy je i zawijamy w folię aluminiową.
Sos odparowujemy aby zmniejszył swoją objętość o połowę i żeby zgęstniał. Doprawiamy solą i pieprzem i ewentualnie jeszcze miodem i przyprawami , które wykorzystaliśmy do nacierania mięsa.
Podajemy z bulgurem, albo ryżem aromatyzowanym cynamonem.
Pierwszy raz raczyłam się tym mięsem. Stwierdzam, że jak na mięso "mysie" było całkiem całkiem :-)
Bon appetit!

9 komentarzy:

  1. Hihi, uśmiałam się z Twojej przygody w sklepie. W każdym razie jeśli "jagnięce myszy" są tak podane, to muszą smakować naprawdę super :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Podziwiam odwagę, by pomimo podejrzeń co do myszy, kupić ten tajemniczy kawałek mięsa. ;-) ;-) Wygląda smakowicie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osobiście uwielbiam te ciągłe odkrycia kulinarne! Zapominam wtedy o rutynie a życie nabiera więcej smaku.

      Usuń
  3. no no goloneczki - palce lizać ! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli co? Dopisujemy do listy na przyszłe wspólne gotowanie?

      Usuń
  4. Do golonki wciąż nie mogę się przekonać, ale Twoja ładnie się prezentuje. PS. Ciekawy blog, będę odwiedzać częściej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Gosiu miło mi, że udało mi się cię zainteresować. Golonka niestety kojarzy się tylko z męską wyżerką i ogromnymi porcjami z dodatkiem piwa...Ja taką wersją nie gardzę a jakże :-P ale dla amatorów bardziej wyrafinowanych kąsków polecam gdyż po zdjęciu skóry (a w jagnięcej nawet tej tłustej skóry nie ma) mięso jest miękkie, lekkie i rozpływa się w buzi. Daj się przekonać! Mam nadzieję do przeczytania...pozdrawiam

      Usuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...