poniedziałek, 30 lipca 2012

chleb na francuskim stole...

15 lipca w bardzo deszczową i zimną niedzielę wiatr poniósł mnie na wyspę na jeziorze Vassiviere w regionie Creuse. 


O ile dobrze pamiętam jest to region najmniej zaludniony...jak zerkniecie do przewodnika to opis zabytków i ciekawych miejsc mieści się dosłownie na kilkudziesięciu stronach..w porównaniu z innymi regionami Francji pod każdym względem bogatszymi tam...niestety diabeł chyba powiedział już dawno dobranoc.
Może i dobrze, bo przynajmniej nie narzekamy tam ani na korki, ani na tłumy piszczących turystów...jest spokój, piękne lasy,  ogromne kilkusetletnie drzewa, łąki a na nich śliczne brązowe krowy Limousines. Czasami pejzaże przypominają kanadyjskie zakątki. No i mieszkańcy oczywiście: życzliwi, sympatyczni i prości ludzie.






Ale wracając do chleba. Nie wiem, czy wiecie ale Francuzi do każdego posiłku podają koszyczek z chlebem. W restauracjach chleb podaje się bez dodatkowej opłaty (tak jak wodę w karafce). Chlebem zajada się mięso, ser, czyści nim talerz między daniami, moczy w sosach...są jednostki, które są w stanie skonsumować całą bagietkę do obiadu.
Cóż tu dużo mówić chleb to podstawa i nie przesadzę chyba jeżeli powiem, że Francja to miejsce, gdzie piecze się najlepszy chleb na świecie. To niesamowite, jak tylko przekracza się granicę to już nie to samo. Tłumaczono mi, że wszystko zależy od rodzaju i jakości mąki. Ja jednak dodam, że Francja wiele zawdzięcza również piekarzom i ich talentowi.


Widząc afisze z reklamami o święcie chleba bardzo się ucieszyłam, bo miałam nadzieję, że dowiem się więcej na temat robienia chleba...ba sama może coś przygotuję. Niestety po przybyciu na miejsce trochę się rozczarowałam...może to przez tą pogodę. Święto okazało się jednym jedynym kiermaszem sprzedającym chleb (za niebagatelną sumę 5 euro za bochen!!!)...i stanowiskiem dla dzieci, gdzie bardzo miły pan tłumaczył  jak robimy chlebki. Cóż...stwierdziłam, że będzie to okazja żeby zrobić małe podsumowanie na temat moich wiadomości na ten temat...może jeszcze kiedyś wpadnę na coś ciekawego.




Tutejszy chleb robi się na bazie drożdży. Jego forma, kolor skórki, smak zależy od rodzaju mąki i widzi mi się piekarza.
We Francji istnieje ok 30 rodzajów chleba, podam najbardziej powszechne i najczęściej kupowane: 



- chleb biały (pain blanc ordinaire)- tutaj różne formy takie jak bagietka, ficelle - bardzo cienka bagietka- robiony na bazie białej mąki pszennej, wody, soli i drożdży oczywiście. 
- chleb wiejski (pain de campagne) - z dodatkiem odrobiny mąki żytniej - lekko kwaskowaty. Idealnie pasuje z wędliną, foie gras czy dziczyzną. O ile chleb biały mięknie następnego dnia o tyle chleb wiejski przechowuje się lepiej.
- chleb tostowy (pain de mie) - specjalny chleb prawie bez skórki do robienia kanapek, tostów.
- chleb pełnoziarnisty (pain complet) - bogaty w błonnik, zawiera całe lub lekko skruszone ziarna zbóż. Idealnie pasuje do serów, owoców morza, lekko podpieczony z wędzonym łososiem..czy na śniadanie z miodem.
- chleb z otrębami (pain au son) - dobry na przemianę materii,
- chleb żytni (pain au seigle) - w większości na bazie mąki żytniej zawiera jednak trochę mąki pszennej, idealnie nadaje się do ostryg i innych mięczaków
- i dziesiątki innych rodzajów chleba - na przykład z orzechami (idealny do foie gras), z kminkiem, oliwkami...


Francuzi kupują chleb codziennie, w wielkich miastach, gdzie piekarnie znajdują się dosłownie na każdym rogu ulicy nawet dwa razy dziennie - rano i po południu na wieczorną kolację. Najczęściej jest to baguette albo baguette tradition (w skórcie tradition czyli bagietka w stylu pain de campagne). Na wielkie okazje, proszone obiady czy kolacje kupuje się wielkie bochny chleba wiejskiego i nietaktem jest podać chleb nieświeży. 
Z reguły piekarnie otwarte są nawet w niedzielę (w wielkich miastach cały dzień w mniejszych tylko rano). Dni odpoczynku dla piekarzy to często poniedziałek albo środa.
U piekarza możecie oprócz chleba nabyć oczywiście croissanty, pain au chocolat...i inne "kołaczyki, wypieki" czyli viennoiserie. W większości jest nawet możliwość nabycia ciast takich jak tarty, makaroniki, mille-feuilles, eclairs...musicie jednak wiedzieć, że wypieki piekarskie są często dosyć ciężkie i słodkie. Jak to mówią Francuzi brakuje im "finesse" czyli cukierniczej subtelności i finezji. Zwróćcie uwagę na opisy : boulangerie - to piekarz, boulangerie patisserie - to piekarz cukiernik - z większym wyborem ciast i deserów - patisserie chocolaterie - to już cukiernicza wyższa szkoła jazdy i na sto procent jakość, finezja i subtelność wyrobów będzie większa niż u piekarza. Na dodatek będzie czekolada...
Podczas jedzenia chleb kładzie się na stole nie zważając na okruchy ... zwykle każda pani domu posiadała specjalne miotełki i inne ciekawe przyrządy do zbierania okruchów przed podaniem deseru. W restauracjach ten zwyczaj nadal się praktykuje. Nie zdziwcie się więc jeżeli po zabraniu talerza, przed deserem kelner będzie uwijał się przy stole z metalową rączką.
   


Na koniec chciałam wam dać jedną, w moim mniemaniu, bardzo ważną radę : jeżeli szykujecie się na większe biesiadowanie coś w stylu "repas gastronimique" uważajcie na chleb, który zajmuje duuuużo miejsca w żołądku i na dodatek pęcznieje! Mnie osobiście często zdarzało się zagryzać pyszniutki świeży chlebek czekając na kolejne danie...którego niestety nie umiałam już potem zmieścić. Wszystko zależy od waszych możliwości wchłaniania ;-)


Francuzi jak zwykle w swoim menu mają miliony przepisów na bazie chleba. Żeby podać te najbardziej znane: pain perdu - czyli deser na bazie zeschniętych resztek chleba często serwowany na śniadanie; pain surprise - bochen chleba żytniego z kanapkami w środku podawany na aperitif...i inne.
Oczywiście wszystko w swoim czasie na blogu :-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...