Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2 przystawka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2 przystawka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 stycznia 2014

zimowa sałatka z soczewicy i wędzonej makreli

Dzisiejszy przepis zrobiłam z czysto ludzkiej ciekawości. Spojrzałam na składniki i pomyślałam, albo zjemy ze smakiem albo wszystko będę musiała wyrzucić do kosza. Zaryzykowałam! I muszę wam powiedzieć, że warto było.
Połączenia dosyć niespotykane, ale jakoś wszystko to z sobą grało i złożyło się na piękną fuzję pasujących do siebie smaków, aromatów. Każdy kęs był dla mnie niespodzianką i z ciekawością sięgałam po jeszcze i jeszcze...
Przepis dla odważnych!



Składniki na 4 osoby:
2 średnie wędzone makrele
4 jajka
2 grube kromki chleba wiejskiego
3 łyżki oliwy z oliwek
250g soczewicy z PUY (lub jeżeli nie macie do niej dostępu, soczewicy zielonej)
1 poszatkowana cebula
ocet balsamiczny
2 jabłka czerwone soczyste, słodkie, twarde
30g masła słonego
bouquet garni (opcjonalnie)
sól, pieprz

Przygotowanie:
  • Zaczynam od przygotowania soczewicy. Płuczę ją, odsączam. W garnku, w którym będą ją gotowała podgrzewam łyżkę oliwy z oliwek. Następnie zeszklę na niej poszatkowaną cebulę. Dorzucam soczewicę i wszystko razem zalewam obficie wodą. Solę, dodaję pieprzu i bouquet garni, zagotowuję i gotuję na wolnym ogniu do miękkości. Nie piszę czasu, bo w zależności od soczewicy różnie to wygląda. Ugotowana soczewica powinna być miękka, ale na tyle sprężysta, żeby trzymała  się razem i nie robiła się z niej maź. Po ugotowaniu odcedzam, wyciągam bouquet garni i pozostawiam do ostygnięcia.
  • Chleb kroję na kostkę o bokach ok 1,5cm i podpiekam na maśle, robiąc z niego grzanki.
  • Makrelę obieram ze skóry, przygotowuję kawałki wielkości grzanek dbając o usunięcie ości.
  • Jabłko myję i kroję na ćwiartki , pozbywam się nasion , nie obieram skórki.
  • Gotuję jajka na miękko (5 minut) następnie płuczę w zimnej wodzie i obieram skorupkę.
  • Przestygniętą soczewicę doprawiam oliwą z oliwek, octem balsamicznym, solą i pieprzem (uwaga ten etap jest bardzo ważny, bo stanowi bazę dania, soczewica musi być dobrze doprawiona). Mieszam ją z makrelą. Nakładam na miseczki. Na wierzch kładę grzanki, jabłka i na końcu , przed samym podaniem kroję jajko na pół, kładę na sałatkę, doprawiam solą i świeżym pieprzem i podaję.
Życzę bon appetit!




piątek, 29 listopada 2013

Bliny à la française z dynią

Kto by pomyślał, że moje pierwsze bliny zjem we Francji! Pochodzę ze Sląska i nie pamiętam żeby w jakimkolwiek znanym mi śląskim domu robiło się te słowiańskie naleśniki. Dlatego też możecie mi nie wierzyć, ale gdy w Paryżu robiłam zakupy na tzw "Apero Champagne" kupowałam paczkę "Blinis", potem pudełko z sosem "Tarama" i zadowolona myśląc, że podam odrobinę indyjskiej egzotyki wracałam do domu. Skojarzenie nazwy "blinis" z naszymi "blinami" zajęło mi chyba dwa lata!!Jak tylko zrozumiałam, że "blinis" to bliny (!) obiecałam sobie że już nigdy tego nie kupię. Na dodatek złożyłam honorowa przysięgę, że jako prawdziwa słowianka na emigracji, sama te bliny będę robić. Po kilku testach rożnych przepisów "Blinis à la française" wybrałam ten, który  najbardziej mi odpowiadał. Teraz bardzo często podaje "blinis" na Aperitif z łososiem, ze śmietaną i innymi. Osobiście uważam, że nie ma nic lepszego do szampana jak właśnie bliny ze śmietaną i odrobina kawioru (najlepiej tego z bieługi:-). Francuzi przystosowali sobie słowiańskie, gryczane, twarde bliny zamieniając mąkę gryczaną na zwykłą. W ten sposób uzyskali puszyste i lekkie placuszki, które idealnie nadają się pod słone dodatki... 
Ostatnio czytając nowy numer "180°C" wpadłam na ciekawy przepis Blin z dyni (180°C nr 2, strona 105). Dzisiaj udało mi się zrobić małą próbę z okazji "zimowy wieczór przed telewizorem"...Pyszne!




Na 15 szt (średnica ok 6cm)
1 jajko
50g jogurtu
75g dyni
50ml mleka
100g mąki zwykłej
7g proszku do pieczenia

1. Dynię pokroić na kawałki i ugotować na parze (ok 15minut), następnie ugnieść widelcem.Odstawić.
2. Oddzielić żółtko od białka. Utrzeć żółtko  z jogurtem, mlekiem i dyniowym pure. Dodać mąkę, proszek do pieczenia, szczyptę soli, pieprzu i ewentualnie trochę maku (efekt dekoracyjny). Wymieszać.
3. Ubić białko na sztywno z odrobiną soli. Delikatnie wmieszać do reszty składników.
4. Na mocno rozgrzanej, lekko natłuszczonej patelni za pomocą łyżki formować małe okrągłe placki i piec ok 2-3 minuty na jednej i drugiej stronie.

Można podać ze śmietaną i z wędzonym łososiem, obsypać pestkami z dyni. Otworzyć szampana!!  
Życzę smacznego!


poniedziałek, 27 maja 2013

szparagi na zimno w sosie winegret

No i zaczynamy szparagowe szaleństwo! Sezon uważam za otwarty. Niektórzy moi bliscy twierdzą, że mam bzika na ich punkcie. No bo jak nazwać kogoś, kto woli szparag od truskawki ?? Sezon taki krótki, a one takie zdrowe...mniam!
Rok temu proponowałam dwa przepisy:
Dzisiaj dorzucam danie dla wielbicieli szparagów, skrajnych purytanów, czyli smak, smak i jeszcze raz smak.

W zeszłorocznym poście, w którym pisałam nieco obszerniej na temat tego warzywa wymieniłam 4 rodzaje szparagów: białe, fioletowe, zielone i dzikie. Przy okazji ostatnich zakupów udało mi się wytropić na straganie tę dziką odmianę. Stwierdziłam, że skoro są dostępne dzikie wezmę również zielone i białe...i zrobię degustację. A co tam truskawki...




Ilość na 4 osoby:

8 szt szparagów zielonych
8 szt szparagów białych (lub fioletowych)
bukiet dzikich szparagów
olej z oliwy
musztarda z Dijon (najlepiej Maille)
ocet cydrowy (lub winny biały, ale uwaga żeby nie był zbyt mocny)
sól, pieprz



Zaczynamy od gotowania szparagów. Wiem, że istnieją specjalne garnki, w których gotuje się szparagi w pozycji stojącej nie zanurzając główek. Ja tego naczynia nie posiadam i radzę sobie jak mogę :-) Zagotowałam wodę w dużym garnku. Obrałam dolne partie szparagów ze skórki zewnętrznej, przycięłam ok 2 cm. Kiedy woda zaczęła się gotować wrzuciłam szparagi białe z zielonymi i gotowałam 5 minut. Następnie wyjęłam je i wsadziłam natychmiast pod zimną wodę w celu przerwania procesu gotowania (w ten sposób chroni się piękny zielony kolor, ale co najważniejsze, warzywo pozostaje chrupkie i kruche). Osuszyłam na ręczniku.
Bugiet szparagów dzikich gotowałam przez ok 2 minuty. A potem postąpiłam z nimi podobnie jak z zielonymi i białymi natychmiast ostudziłam i odsączyłam na ręczniku.

Sos winegret 

Uwaga ważna kolejność dodawania składników: łyżeczka musztardy, ok 3 łyżki octu wymieszać dokładnie, żeby dwa składniki całkowicie się połączyły. Na koniec ciągle mieszając dolewać oliwę aż do uzyskania konsystencji zawiesistego sosu. Radzę najlepiej skosztować i wyczuć, jaka konsystencja i smak najlepiej wam odpowiadają. Każdy robi ten sos inaczej i ma swoje "astuces", czyli sekrety. Ja nie lubię bardzo ostrego daję więc mało musztardy  i delikatny ocet. Ale wiem, że są osobniki, które lubią sos winegret, który pali każde polane nim warzywo...sami wyczujcie. Doprawcie na koniec pieprzem.
A i jeszcze jedno, niektórzy zastępują oliwę z oliwek olejem słonecznikowym, gdyż twierdzą, że takowy ma bardziej neutralny smak. 

Przystawkę podaje się na zimno układając na talerzu szparagi i zraszając sosem.
Et voila, bon appetit!


poniedziałek, 25 lutego 2013

zupa kalafiorowa krem

Crème du Barry


Dzisiaj na obiad mieliśmy zupę kalafiorową krem i wyobraźcie sobie, że znów całkiem przypadkiem otarliśmy się o pewną ciekawą historię. Nie wiem, czy Ludwik XV tak mnie polubił, a może to mój sentyment do tej francusko-polskiej rodziny (żona Maria Leszczyńska), ale znowu niechcący robiłam danie, które pochodzi właśnie z kuchni wersalskiej Ludwika XV ...ale od początku:
Modę na zapomniany kalafior wylansował król Ludwik XIV. Zachęcony przez swojego włoskiego ogrodnika sprowadził warzywo powtórnie z Włoch i zaczął jego uprawę. W XVII wieku powszechny był już w całym kraju jednakże dopiero za Ludwika XV postarano się o stworzenie oryginalnych i modnych dań z kalafiorem w roli głównej. Jednym z nich była zupa kalafiorowa krem, którą zadedykował swojej faworycie - Pannie Barry. 
Cóż! Małżonka Maria Leszczyńska mimo znanego wszystkim łakomstwa chyba niezbyt za tą zupą przepadała...


SKŁADNIKI (na 4 osoby) :

1 kalafior
2 ziemniaki
1/2 l mleka
1/2 l rosołu
4 łyżki śmietany kwaśnej gęstej
gałka muszkatołowa
pieprz biały, sól
pietruszka

PRZYGOTOWANIE:

Kalafior umyć, usunąć łodygę, rozkroić na małe kwiaty.
Obrać ziemniaki i pokroić na małe części.
Wszystko razem gotować przez ok 20 minut w mieszance mleka i rosołu.
Całość zmiksować, dodać śmietanę, startą gałkę muszkatołową , pieprz, sól i pietruszkę.



Bon appétit!

wtorek, 5 lutego 2013

zupa szpinakowa

Miałam ochotę dzisiaj wypróbować przepis z "Polskiej kuchni" Ewy Aszkiewicz. Kolejny raz przekonałam się, że ryzyko w kuchni często nie popłaca...niestety nie zaraziłam moją szpinakową sympatią reszty członków rodziny :-(
Cóż, czasami tak jest, że człowiek zrobi domowy rosół warzywny, przygotuje świeży szpinak (nie mrożony!!). Spędzi przy garnkach godzinę, żeby danie było zdrowe i życiodajne...a ostatecznie musi naprędce przygotować makaron z serem i cukrem! Ludzie, kobiety!! - czy wy też czasami czujecie się samotne na tym ogromnym polu bitwy??!!



Podaję przepis może wasze pociechy i drugie połowy lubią szpinak, powodzenia:

- 1 l rosołu warzywnego
- 1 łyżka masła
- 2 ząbki czosnku
- 2 salaterki wypełnione świeżym szpinakiem, obranym z łodyżek
- łyżka mąki ziemniaczanej
- szklanka kwaśnej śmietany
- sól, pieprz, pietruszka

W przepisie autorka rozpoczyna od zalania szpinaku wrzątkiem i odcedzeniem go na sicie. Ja ominęłam ten etap i od razu posiekałam szpinak razem z czosnkiem i na masełku zasmażyłam ciągle mieszając aż wyparował cały sok.
Następnie dodałam go do gorącego wywaru warzywnego i zagotowałam. Zagęściłam mąką ziemniaczaną połączoną z kwaśną śmietaną. Zagotowałam zupę ponownie (uwaga! - bardzo szybko ucieka w tym momencie) i gotowałam przez ok 3 minuty, żeby mąka straciła smak surowizny. Doprawiłam solą i pieprzem. Wszystko zmiksowałam. Posypałam pietruszką! Można podawać z grzankami.
et voila! bon appetit!

czwartek, 31 stycznia 2013

Bouchées à la reine


I znowu wracamy do Leszczyńskich, a mianowicie do córki Stanisława Leszczyńskiego - Marii - małżonki króla Francji Ludwika XV, której to francuska gastronomia zawdzięcza przepis na tę przystawkę.  Mówi się , że zdesperowana kobieta starała się za wszelką cenę odzyskać królewskie serce, gdyż jak pewnie wiecie osiemnastowieczny dwór francuski daleki był od zachowań typowych dla powściągliwej i szanującej się rodziny. Zatem aby odzyskać swego niewiernego małżonka decyduje się na podanie przystawki - bomby afrodyzjakalnej  na bazie znanych już wówczas "vols au vent" czyli faszerowanych "koszyczków" z ciasta francuskiego. W wydaniu Królowej Leszczyńskiej farsz stanowiły wówczas : grasica cielęca, móżdżek jagnięcy, grzebień oraz jądra kogucie, szpik kostny, kluski na bazie mięsa drobiowego, trufle. Wszystkie składniki połączono wtedy tzw. sosem "leśnym" z grzybami.
Dzisiaj spieszę zapewnić, że przepis znacznie uproszczono i nie zawiera on jąder kogucich - chociaż musicie wiedzieć, że są jeszcze regiony Francji, gdzie ten przysmaczek jeszcze się spożywa!! - Charroux w Alier. Ostatnio widziałam reportaż na temat gastronomii regionalnej Auvergne i tam właśnie występował hodowca drobiu, który wraz z małżonką serwował sobie jąderka kogucie, podsmażone na masełku z pietruszką i czosneczkiem...pychotka!
Ale wracając do Królowej Leszczyńskiej sposób na niewiernego męża chyba się sprawdził - mogą pochwalić się dziesięciorgiem dzieci! 
Przepis, który zaraz podam jest znacznie uproszczony i przygotowany na bazie pieczarek, cebuli, piersi z kurczaka, z beszamelem.
Do dzieła:

Na 4 porcje:
1 ciasto francuskie
4 pieczarki
1/3 piersi z kurczaka - upieczona
połowa cebuli
1 jajko
Na sos beszamel: masło, trochę mąki i trochę mleka
Przyprawy : sól, pieprz, starta gałka muszkatałowa

Aby przygotować ciastka "koszyczki", w których umieścimy farsz należy wykroić koła o szerokości 8-9 cm w liczbie 8.
Następnie połowę z nich umieścić na blasze, a z drugiej połowy wykroić środki o średnicy ok 2-3 cm (na czubki).
Rozbełtać jajko. Za pomocą pędzelka obsmarować boki kół umieszczonych na blasze i przykleić do nich pozostałe oponki. Małe kółeczka umieścić na blasze - będą z nich kapelusze.
Piec w rozgrzanym piekarniku w temperaturze 180 stopni na "góra dół" przez około 12 minut (aż się zarumienią i dobrze wyrosną).
W międzyczasie szatkujemy cebulę. Kroimy na małe kwadraciki pieczarki. Upieczoną pierś kurczaka kroimy na małe kawałeczki.
W rondelku rozpuszczamy masło, szklimy cebulkę, dorzucamy pieczarki i wszystko razem podsmażamy. Dorzucamy pierś z kurczaka podsmażamy mieszając przez około 2 minuty. Odstawiamy.
Przygotowujemy sos beszamel : w rozgrzanym rondlu rozpuszczamy łyżkę masła. Gdy się rozpuści dorzucamy płaską łyżkę mąki, szybko mieszamy. Gdy mąka połączy się z masłem i straci smak surowizny dolewamy odrobinę mleka szybko mieszając. Dolewamy mleko aż otrzymamy konsystencje puszystego kremu. Doprawiamy solą, pieprzem i gałką muszkatałową. 
Łączymy z farszem grzybowo mięsnym.

Wyciągamy ciasto francuskie z piekarnika, faszerujemy przygotowanym farszem. Podajemy gorące z lampką   wina (np białe burgundzkie beaune ).
Et voila! bon appetit!

O Leszczyńskich pisałam już przy okazji magdalenek. Artykuł znajdziecie tutaj.

Do napisania tekstu wykorzystałam:
zdjęcie portretu  Marii Leszczyńskiej namalowanego przez Charles-André van Loo z Wikipedia;
książkę "Made in France" Sylvi GABET
"Le grand Larousse gastronomique"
"Saveurs" numer 195.

czwartek, 6 grudnia 2012

zupa krem z czerwonej soczewicy

Rzuciłam się wczoraj w nieznane i przygotowałam na kolację pyszną, oryginalną zupę. Przepis pochodzi z francuskiego czasopisma kulinarnego "Saveurs". Znacie? Ja wprost uwielbiam! i to do  tego stopnia, że czytanie nowego rozpoczynam od sprawdzenia, kiedy wychodzi następny! Wiecie o co chodzi :-) Jesteśmy razem już od 3 lat a rozpoczęliśmy nasz wspaniały związek właśnie w okres bożonarodzeniowy specjalnym, świątecznym dodatkiem. Pamiętam, że przeglądałam sobie tę gazetę przed kominkiem w zimne wieczory, piłam herbate i marzyłam o przygotowywaniu tych wszystkich apetycznych przepisów, które musiałam najpierw z mozołem tłumaczyć...Zdjęcia wydawały mi się wtedy rewelacyjnym odkryciem! Patrząc na to wszystko dosłownie ślinka ciekła. Jeżeli nie macie dostępu do francuskiej prasy a chcielibyście zobaczyć o czym mówię zapraszam na ich bloga. Tam, możecie nabyć aplikacje na smartfony. Niestety w tej domenie dopiero raczkują, bo aplikacja nie jest rewelacyjnie dobra. Ale mam do nich pełne zaufanie wiem , że się polepszy.
 
Tymczasem wracajmy do zupy:
 
 
 
 
na 1,5L zupy :
1 cebula
1 marchew
2 łyżeczki curry
400 ml mleczka kokosowego
400 g pomidorów z puszki
600 ml rosołu (lub 1 kostka rosołowa + 600ml wody)
200 g czerwonej soczewicy
1 kawałek świeżego imbiru
6 kromek chleba wiejskiego
pęczek kolendry lub pietruszki
2 łyżki oliwy z oliwek
sól, pieprz
 
Obrać i poszatkować cebulę. Marchew pokroić na cienkie talarki. W garnku, w którym będziecie robić zupę zeszklić cebulę na uprzednio nagrzanej oliwie. Następnie dodać marchew i curry podsmażać przez ok 5 minut systematycznie mieszając. Po upływie 5 minut wlać mleczko kokosowe, pomidory, rosół i soczewicę.
Zagotować a następnie obniżyć temperaturę i delikatnie gotować przez ok 25 minut (do zmięknięcia soczewicy).
Po ugotowaniu zupę zmiksować i doprawić. Jeżeli zupa wydaje się wam zbyt gęsta dolejcie do niej wody i zagotujcie wg waszego uznania.
Obrać imbir. Kromki chleba podpiec w piekarniku a następnie natrzeć świeżym imbirem. Pokroić na małe grzanki.
 
 
 
Podać zupę w towarzystwie imbirowych grzanek podsypaną kolendrą albo pietruszką.
Et voila! Bon appetit!

piątek, 28 września 2012

gruszki z Roquefort

Gruszki pieczone z serem Roquefort



Lekkie danie, którym poczęstowałam gości na przystawkę. Typowe francuskie zestawianie słodko - słono: gruszka, ser pleśniowy niebieski i orzechy włoskie. Tę można powiedzieć kulinarną trójcę spotyka się w Lutecji bardzo często, w różnych wydaniach. Tutaj odnajdujemy smak upieczonej gruszki, spieczonego sera , sałatka w sosie z oliwy orzechowej i octem balsamicznym. Zapraszam do stołu!

Na 2 osoby potrzebujemy:
2 dojrzałe gruszki (nie mogą być twarde. zostawcie je w kuchni na stole przez kilka dni, a zobaczycie że dojrzeją)
150g sera roquefort (lub innego pleśniowego niebieskiego)
1 plaster boczku wędzonego
łyżka rodzynek albo żurawiny
ocet balsamiczny
łyżka ziaren sezamu (jeżeli nie macie mogą być orzechy)
oliwa z orzecha włoskiego
pieprz
sałata


Boczek kroimy na bardzo cienkie zapałki. Podsmarzamy na mocnym ogniu przez 5-6 minut. Odstawiamy (uważajcie żeby nie zmieszać boczku z tłuszczem, który się oddzielił) do schłodzenia.
W miseczce mieszamy pokrojony w duże sześciany ser, sezam, boczek i rodzynki. Polewamy octem balsamicznym. Mieszamy.
Obieramy gruszki ze skórki. Dzielimy je na połowy, wydrążamy środki.
Nakładamy masę serową.
Gruszki wkładamy do naczynia żaroodpornego a następnie do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni na 15 minut.

W międzyczasie na talerze układamy sałatę i skrapiamy oliwą z orzechów wymieszaną z octem balsamicznym.
Na każdy talerz układamy dwie połówki gruszek. Serwujemy na ciepło z białym winem wytrawnym.

 

środa, 26 września 2012

pasztet z wątróbki drobiowej

Zostało mi trochę wątróbki drobiowej no i jakimś cudem mamy pasztet :-) robiłam pierwszy raz z przepisu z gazety. Wyszedł bomba! - pożarliśmy wczoraj we dwójkę całą chrupiącą bagietkę...z polskimi kiszonymi ogórkami, które ostatnio przywiozła mi mama, mówiąc sobie, że są w życiu takie małe przyjemności ... mniam!



Na 300ml pasztetu (ok 270g):
100g wątróbki
1 eszalotka
ok 6 gałązek pietruszki
łyżka porto (albo innego czerwonego, słodkiego, ziołowego wina)
120 ml śmietany słodkiej
1 jajko
2 żółtka
10g masła
sól, pieprz

Zaczynamy od podsmarzenia wątróbek na maśle przez ok 2 minut na mocnym ogniu. Dodajemy posiekaną na drobno eszalotkę i pietruszkę. Pieczemy mieszając przez ok 2 minuty. Podlewamy łyżką porto. Odkładamy do ostudzenia.
Miksujemy na gładką masę. Dodajemy jajko, żółtka, śmietankę. Dokładnie mieszamy. Doprawiamy solą i pieprzem. Nalewamy do naczynia żaroodpornego do 2/3 wysokości (uwaga, pasztet trochę urośnie). Wkładamy do nagrzanego do 180 stopni piekarnika w kąpieli wodnej (w garnku z wodą) na ok 40 minut. Radzę sprawdzić po 30 minutach wkładając czubek noża do pasztetu, jeżeli po wyjęciu będzie czysty znaczy, że pasztet jest gotowy.
Schładzamy w lodówce. Podajemy na aperitif na grzankach chleba wieloziarnistego albo świeżutkiej bagietki...
bon appetit!


wtorek, 18 września 2012

zupa dyniowa

Zupa dyniowa






Nie wiem czy dane mi będzie w tym roku zobaczyć polską złotą jesień - to moja ulubiona pora roku w Polsce. We Francji ten czas nazywany jest "l’été indien" - "indyjskie lato". Dni są już o wiele krótsze. Złociste słońce delikatnie rozświetla miliony kolorów na drzewach. Jest pięknie, poetycko i romantycznie. Po długim spacerze z przyjemnością pijemy kubek dobrej, ciepłej herbaty i wsuwamy się pod pled. Miły wieczór z książką czy przed dobrym filmem. 
Niestety i ogrodach zauważamy wielkie zmiany. W warzywniakach powoli robi się pusto...chociaż..
... gdzieniegdzie, tu i tam, nie można jej nie zauważyć. Potężna, majestatyczna, cudownie pomarańczowa - dynia. Patrząc na jej rozmiary zastanawiam się jak z takiego maleńkiego ziarenka wyrosło tak wielkie cudo...
W moim rodzinnym domu, na Śląsku, z dyni robi się przede wszystkim kompot, tzw "banie". Pachnie wtedy goździkami w całym domu i wiadomo, że zbliża się zima.
Będąc we Francji odkryłam, że tutaj z dyni robi się mnóstwo dań: zapiekanki, ciasta, zupy, rizotto, chipsy, frytki...puree. Na dodatek na tutejszych targach mogłam podziwiać różne dynie i nauczyłam się, że dynia dyni nie równa!! - ale to już inny temat.
Dzisiaj na rozpoczęcie sezonu zimnych wieczorów, czyli ciepłych, pożywnych zup zrobiłam zupę dyniową: gęsta, delikatnie słodka o aksamitnym pomarańczowym kolorze. Wzbogacona o pyszną śmietanę, aromatyczny ser i pieprz - uwierzcie mi, nie można się jej oprzeć. 

Na ok 1,5L zupy (gęstej) potrzebujemy:

Dynia 1 kg
Masło 50g
2 średniej wielkości cebule
3 średnie marchewki
1 por
2 średnie ziemniaki
0,5L rosołu z kurczaka
0,5L mleka
sól, pieprz, trochę śmietany słodkiej, łyżka cukru kryształ

Dynię obieramy i kroimy w średniej wielkości sześciany (2x2x2x). Obieramy ze skóki ziemniaki, marchew i również kroimy na kawałki. Szatkujemy białą część pora i cebulę.
W dużym garnku na zupę rozgrzewamy masło. Następnie wrzucamy na nie cebulę i por. Podsmarzamy przed ok 5 minut. Po tym czasie dodajemy kawałki dyni podsypujemy ją łyżką cukru i podpiekamy na mocnym ogniu przez 5 minut, mieszając. W międzyczasie podgrzewamy mleko i bulion. Gdy osiągną odpowiednio gorącą temperaturę wlewamy kolejno mleko a potem bulion do garnką z dynią. Dodajemy ziemniaki, marchew i doprowadzamy do zagotowania. Jak tylko wszystko się zagotuje obniżamy temperaturę na piecu i gotujemy delikatnie przez ok. godzinę.
Wszystko dokładnie miksujemy (zupa musi mieć konsystencję aksamitną, gęstawą). Doprawiamy solą i świeżo zmielonym pieprzem. Jeśli o mnie chodzi idealnie to tej zupy pasuje mi pieprz sichuan (zwany również chińskim). W ogóle to warto go mieć, bo jest bardzo aromatyczny i nadaje silnie oryginalnego, tajemniczego smaku no i rozgrzewa jak pikantna papryczka.

Zupę lubię podać z łyżką śmietany i świeżo startym serem (compte albo cantal). Troszkę pieprzu na koniec i...mniam!




Bon appetit!



piątek, 27 lipca 2012

jajka w sosie winnym...oeufs en meurette

O jajkach w sosie winnym wspominałam już wcześniej na poście Burgindia od kuchni. Jest to danie typowe dla tego regionu słynącego ze swojego wspaniałego  wina. Po francusku przepis nazywa się "oeufs en meurette". Trzeba wiedzieć, że "meurette" to po prostu sos winny przygotowany na bazie boczku, cebuli i wina (ewentualnie również pieczarek). Najczęściej towarzyszy on jajku, móżdżkowi wołowemu lub rybie.
Na pierwszy rzut oka przepis banalnie prosty...Jeżeli jednak nigdy nie robiliśmy "oeufs pochés" - czyli "jajka w kieszonce"  trzeba przygotować dwa razy więcej jajek niż potrzebujemy ;-) i przygotować odpowiednią ilość determinacji i cierpliwości.
Ja zanim zabrałam się za przygotowanie oglądałam krótki filmik na Larousse. Kucharz, który robi tam prezentację mówi, że statystycznie trzeba przyjąć 50% sukcesu. Jako urodzony optymista mówię sobie cóż, na początek przyjmę 30%. Nie sądziłam jednak, że początkowy wynik będzie 0!! Uparcie jednak tak długo próbowałam, aż mi się udało. Wynik na załączonym zdjęciu. 
Do dzieła: 


W ilości na 2 osoby potrzebujemy:
20g masła
75g boczku (pokrojonego w kostkę)
1 ząbek czosnku (w drobną kostkę)
1-2 eszalotki (drobno posiekana)
pół cebuli (posiekanej na drobno)
25cl wina czerwonego
2 jajka
2 kromki chleba (podpieczonego na tosty)
trochę octu
sól, pieprz i pietruszka


Sos meurette:
Podpiekamy boczek na maśle przez ok 3 minuty. Następnie dodajemy cebulę, eszalotki, czosnek i mąkę. Mieszamy piekąc przez 2 minuty. Wlewamy wino i szybko mieszamy (sos będzie gęstniał dzięki mące).Dodajemy soli, pieprzu i gotujemy przez 30minut na małym ogniu.
Taki jest tradycyjny przepis na sos meurette. Ja trochę go zmieniłam miksując całość na blenderze i dodając trochę wody, bo jak na mój gust wszystko wydawało mi się zbyt gęste i ciężkie.



Jajka "pochés"
W dużym garnku gotujemy wodę z odrobiną octu. Rozbijamy jajko i przekładamy je do filiżanki. Zbliżając wolno filiżankę do gotującej się wody zdecydowanym ruchem wylewamy jajko do środka. Jajko pochés to żółtko w kieszonce białka. Po 3-4 minutach (zależy czy wolicie bardziej czy mniej miękkie)  wyciągamy na sitku jajko i wrzucamy do zimnej wody.
Po chwili wyciągamy na talerz i odkrawamy tzw "brody" - czyli poszarpane białko. Całość powinno mieć formę owalną, żółtko całkowicie pokryte białkiem.

Podanie dania:
Tradycyjnie to danie podaje się w ten sposób: grzanki na spodzie talerza zalane sosem, na wierzchu jajko posypane pietruszką.
ja troszkę odwróciłam kolejność, bo nie lubię rozmoczonych grzanek. Jak widzicie na zdjęciu podałam na spodzie sos, potem jajko i grzanki na wierzchu.
Muszę przyznać, że efekt smakowy wylewającego się żółtka w połączeniu z sosem i grzankami : super!
Życzę bon appetit!

piątek, 22 czerwca 2012

suflet ziemniaczany

Jest typowym daniem, które wkłada się do piekarnika podczas aperitifu i serwuje jak tylko goście zasiądą do stołu (w wersji na słono, nie dotyczy deseru, który podaje się na końcu posiłku). Każdy to wie, że nadęty jegomość nie znosi czekania z tej prostej przyczyny, iż lubi być gorący, nadmuchany i złocisty. Jego delikatny smak jest bardzo ulotny, jak tylko ostygnie robi się ciągnący i zbity. Dlatego uwaga, serwujemy tylko dla bardzo zdyscyplinowanych biesiadników! Podstawowym składnikiem każdego wariantu słonego czy słodkiego są jajka ubite na sztywną pianę. To one powodują, że podczas pieczenia masa podnosi się i nabiera powietrza.


Typowy przepis rozpoczyna się od przygotowania sosu beszamelowego, do którego dodaje się inne składniki: w pierwszej kolejności te, które nadają smak (np.: szynka, puree z mięsa, warzyw czy innych), następnie żółtka i na koniec sztywną pianę z białek. Wariant deserowy często zawiera puree z owoców z odrobiną alkoholu.Do wypieku tego przysmaku niezbędne okrągłe naczynie żaroodporne (ceramiczne lub szklane) z prostymi brzegami. W sklepach można spotkać wariant duży o średnicy 22cm i mały o średnicy 10cm. Uwaga wszyscy ciekawscy podczas pieczenia nie otwieramy piekarnika!Ja rozpoczęłam od wariantu słonego - suflet z ziemniakami …zaczynamy:



na ilość 5 małych sufletów (naczynka o średnicy 10cm, wysokości 4cm): 

- 500g ziemniaków
- 80g masła + 40g masła rozpuszczonego
- 25g mąki
- 4 białka
- 2 plastry bekonu (do dekoracji)
- gałka muszkatołowa, sól, pieprz.

Obieramy ziemniaki, gotujemy do miękkości. 
W międzyczasie dobrze smarujemy naczynka żaroodporne masłem. Oprószamy mąką, nadmiar mąki oddzielamy odwracając naczynie do góry nogami. 
Gdy ziemniaki są miękkie odcedzamy je i przepuszczamy przez prasę do ziemniaków. Następnie dodajemy 40g rozpuszczonego masła, mieszamy. Doprawiamy solą, pieprzem i gałką.
Rozgrzewamy piekarnik do 200stopni.
Ubijamy białka ze szczyptą soli do sztywności. Następnie delikatnie dodajemy ziemniaki mieszając bardzo wolno uważając żeby nie opadły.

Wypełniamy naczynia na wysokość 2/3. pieczemy przez ok 15  minut (małe naczynka, dla dużych 30minut). Masa rozpoczyna wzrastać po ok 5 minutach. Wyciągamy gdy suflet osiągnie kolor złoty. Serwujemy natychmiast nie czekając aż ostygnie.



Życzę bon appetit!

wtorek, 19 czerwca 2012

jajecznica inaczej





... zrobić omlette, tzn taką małą wariację jajecznicy...ach, czego ci Francuzi nie wymyślą :-) no cóż, trzeba jednak przyznać czapki z głów!

Jeżeli cierpicie na pustki w lodówce i w głowie tak ja ja ostatnio...to coś w sam raz dla was.
ilość jajek w zależności od liczby osób
aby wykonać ten przepis potrzebujemy:
- worka plastikowego ( najlepiej użyć woreczków do zamrażania )
- małej blaszki lub naczynia żaroodpornego najlepiej w kształcie prostokąta jeśli nie ma to nie szkodzi
- papier do pieczenia
- folia spożywcza
- cedzak




Gotujemy wodę w dużym garnku. Oddzielamy białko od żółtka. Żółtka wkładamy do naczynia i widelcem roztrzepujemy. Przekładamy do woreczka. Wycinamy maleńką dziurkę w jednym rogu w celu uformowania czegoś w rodzaju rękawa cukierniczego. Wlewamy żółtko z woreczka do gotującej się wody. Czekamy chwilunię aż żółtko się zetnie. Wyjmujemy cedzakiem i wykładamy na ręcznik kuchenny w celu odsączenia wody.
Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni. Białko roztrzepujemy (delikatnie, chodzi tylko o to żeby dostało trochę powietrza i lepiej się poddawało). Wykładamy naczynie żaroodporne papierem na wysokość 2 cm. Wlewamy białko. Warstwa musi być bardzo cienka maksymalnie 5 mm. Wkładamy do piekarnika i czekamy aż białko całkowicie się zetnie. Uwaga! nie czekajcie zbyt długo, bo całość nie może się łamać.
Wyciągamy z piekarnika i warstwę białka przekładamy na wcześniej przygotowaną folię spożywczą (uwaga delikatnie, bo czasami trudno jest zdjąć białko z papieru ). Całość zwijamy ostrożnie w rulon. zabezpieczamy folią i czekamy aż ostygnie.
Po ostygnięciu wyjmujemy z folii i układamy na talerz według własnego widzi mi się :-)
Niezły efekt ... no nie?

niedziela, 27 maja 2012

szparagi na francuskim cieście

tarteletki ze szparagami

Przepis niezbyt czasochłonny i w sam raz na babskie lekkie obiadki czy seanse filmowe...


600 g zielonych szparagów
300 g ciasta francuskiego (już gotowego)
150 g sera mozzarella
60 g sera parmezan (w całości lub startego)
40 g orzeszków piniowych (ewentualnie, bo drogie)
1/2 cytryny
3 listki mięty
2 łyżki oliwy z oliwek
sól, pieprz



Zaczynamy od przygotowania składników. Szorujemy dokładnie cytrynę, płuczemy miętę i szparagi (uwaga szparagi niezbyt lubią długie leżenie w wodzie, tracą w ten sposób swój smak i właściwości odżywcze).

Wyciskamy sok z cytryny i łączymy z poszatkowaną miętą. Odstawiamy.
Obieramy skórkę ze szparagów. Wrzucamy je do osolonej gotującej się wody na 1-2 minuty. Wyciągamy i wsadzamy do zimnej wody w celu zatrzymania gotowania i zachowania pięknego zielonego koloru.
Osuszamy i kroimy wzdłuż na połowę.Przekładamy do głębokiego naczynia, przyprawiamy solą i pieprzem. Następnie zalewamy oliwą i sokiem z cytryny.
Rozgrzewamy piekarnik do 210 stopni.
Rozwijamy ciasto francuskie i przygotowujemy pasy o długości ok 18cm i szerokości 11cm. Boki smarujemy wilgotnym pędzlem i przykładamy dodatkowo paseczki o szerokości 1cm.
Kroimy mozzarellę i układamy na ciasto francuskie. Następnie układamy szparagi i na koniec sypiemy parmezan.
Wkładamy tarteletki na blachę na papier do pieczenia. Pieczemy na środku piekarnika na ok 20 minut, aż ciasto ładnie się zezłoci.
Na 5 minut przed końcem pieczenia posypujemy orzeszkami piniowymi ( ja zapomniałam ;-)
Serwujemy ciepłe z sałatą z młodych liści.

Życzę bon appetit!

czwartek, 24 maja 2012

charlotte ze szparagami

Proponuję wam bardzo fajny przepis, dosyć łatwy, niezbyt drogi i ojjjj jak bardzo efektowny.
Na marginesie musicie wiedzieć, że podstawowa różnica między kuchnią francuską a polską jest taka, że przy francuskiej spędzamy 5 minut w kuchni i 3 godziny przy stole, a w polskiej ... ...na odwrót.

charlotte aux asperges...









200 ml śmietany kremówki
4 listki żelatyny spożywczej
700-800 g szparagów zielonych
sól, pieprz

Zanim zaczniemy gotować upewniamy się, czy mamy wystarczającą ilość sztuk szparagów żeby wypełnić brzegi naczynia no i czy śmietana jest porządnie schłodzona i świeża, w przeciwnym razie się nie ubije.

Szparagi skracamy do identycznej długości tak żeby brzeg szarlotty wyglądał estetycznie. Końcówki odstawiamy. Następnie za pomocą obieraka usuwamy skórkę z dolnej części szparagów, tj tej twardej. Wszystko płuczemy.
Przygotujemy miskę z zimną wodą, najlepiej z lodem. Gotujemy wszystkie szparagi razem w osolonej wodzie. Teraz uwaga te z główkami 3-4 minuty, pozostałe 10min (założenie jest takie żeby nie były zbyt miękkie tylko chrupkie). Po wyjęciu natychmiast przełożyć do zimnej wody w celu zatrzymania procesu gotowania (to gwarantuje też ładny kolor). Następnie wyłożyć na ścierkę kuchenną i osuszyć. W zależności od typu naczynia, w którym macie zamiar ułożyć szarlottę zastanówcie się czy nie ułatwicie sobie zadania wyłożeniem go najpierw folią spożywczą. Ja tak zrobiłam, bo przewidziałam, że będę miała problem z przełożeniem dania.
Układamy szparagi (te z główkami) na brzegu naczynia. Następnie pozostałe łodygi starannie osuszamy i miksujemy je na blenderze. Doprawiamy solą pieprzem i wg natchnienia, może coś ostrego np. piment d'espelette. Trzeba tylko uważać żeby to wszystko nie stało się mdłe. Dodajemy żelatynę (nie podaję sposobu przygotowania, bo wszystko pisze na opakowaniu).
Teraz ubijamy śmietanę na sztywno. Łączymy pure szparagowe z ubitą śmietaną, mieszamy delikatnie, uważnie żeby nie opadła śmietana. Kosztujemy! Jeżeli jest taka potrzeba doprawiamy.
Całość wlewamy do naczynia uprzednio wyłożonego szparagami. I do lodówki na minimum 6 godzin.

Jak wszystko już będzie dobrze schłodzone, puree szparagowe ścięte wyciągamy na talerz. Dekorujemy. Można posypać albo pietruszką , albo boczkiem trochę podpieczonym na patelni...
Życzę bon appetit!

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...